Logo tublu-blog
Na naszym Blogu znajdziecie mnóstwo ciekawych artykułów, konkursów, a także informacji o niekonwencjonalnych produktach dla Was, zabawkach dla Waszych dzieci. Większość z nich dostępna jest w naszym sklepie www.tublu.pl

Miesięczne archiwum: Grudzień 2011

Ach śpij Kochanie

Miało być o zaprzyjaźnianiu się z nocnikiem ale będzie o zasypianiu! Może dlatego, że właśnie stoczyłam kolejną „bitwę” na tym polu i tym razem niestety przegrałam z kretesem!

Gabrysia podczas swojego rocznego życia 🙂 nie była kołysana na rękach, w wózku czy w kołysce. Zasypiała na początku przy piersi, potem przy butelce, a z czasem zwyczajnie kładziona do łóżka. Bardzo ważne było dla mnie nauczenie i pokazanie jej samodzielności. Choć w większości przypadków spała już niesiona do swojego łóżeczka to zdarzało się, że jeszcze chwilkę sama leżała, kręciła się aż w końcu zasypiała. Nie wiem tylko dlaczego ta jej samodzielność maleje wprost proporcjonalnie do jej wieku!

Zaczęło się od zębów – swędzących dziąseł. Budziła się w nocy po kilkanaście razy, zasypiała na chwilkę i budziła się z płaczem. Przyznaję, mój błąd, uległam – wzięłam ją do łóżka. Od razu się uspokajała i zasypiała na dobre 😉 po chwili przekładałam ją do łóżeczka. Nie doceniłam jej, jej sprytu i inteligencji, spodobało jej się! Zaczęłyśmy maraton, co noc ten sam scenariusz, spała u siebie około 3, 4 godzin, a potem tak strasznie płakała, że lądowała w naszym łóżku. Każdego dnia coraz szybciej… Żeby było weselej w ciągu dnia nie chciała nawet próbować zasypiać sama. I tak oto dwa lub trzy razy dziennie grzecznie układałam się z Gabką do snu. Aż pewnego razu odkryłam, iż moje maleństwo 😉 chce i lubi zasypiać na moich rękach. Wystarczał jej kwadrans i padała jak aniołek. Oczywiście nie obywało się bez niezbędnych akcesoriów – kocyka i przytulanki.

Chwilowo ten stan dawał nam wszystkim wytchnienie ponieważ Gabrysia, która zasypiała na rękach, spokojnie przesypiała całą noc w swoim łóżeczku. Po dwóch tygodniach stwierdziłam, że już jednak wystarczy, że jest zbyt duża i ciężka żebym ją nosiła i co najważniejsze nabrałam sił i odwagi, żeby zmierzyć się z jej płaczem. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona i stosowałam metodę małych kroków. Na początku przysuwałam łóżeczko córki do mojego łóżka i leżałam dopóki mój Smyk nie zasnął. Następnie każdego kolejnego dnia rozsuwałam łóżka aż powróciły do pierwotnego dystansu. O dziwo, Gabrysia godziła się na zmiany bez protestów i płaczów. Miałam też drugi cel – oduczyć ją nocnego wędrowania 🙂 Kiedy pewnej nocy obudziła się postanowiłam próbować uspokajać ją inaczej niż ona się tego spodziewa. Łagodnym głosem prosiłam aby się przytuliła do podusi a dodatkowo siedziałam wtedy przy jej łóżeczku. Trzy godziny marudziła (bez płaczu) aż w końcu zasnęła. Ten czas się opłacił – od tego dnia Gabka przesypia całą noc i samodzielnie zasypia!

Niestety pomimo tej nauki zdarzają się nam wieczory lub nocki takie jak dziś. Gabrysia budzi się z płaczem po dwóch godzinach snu i nie ma żadnej możliwości aby zasnęła z powrotem. Dostaje zagubiony smoczka, układa się ale COŚ nie pozwala jej wypoczywać po całym, intensywnym dniu. Ja staram się być oazą spokoju, siadam przy łóżeczku i negocjuję. A ona kładzie swoją malutką główkę na poduszce na 3, 4, 5 minut i zrywa się ponownie. Trwa to półtorej godziny aż w końcu pękam! i zabieram ją do swojego łóżka, w którym zasypia w kwadrans i wygląda jak słodki aniołek. Co robić? Myślę, że mój Maluszek doskonale wie co robi 🙂  w końcu każdy Maluch zwyczajnie potrzebuje bliskości.

Skomentuj

Magia Świąt

Sukces na całej linii 🙂 Dotarliśmy do Dziadków, spokojnie i w miarę szybko. Podróż uratowały takie hity jak Fasolki oraz audiobooki z przygodami Pippi. Rozpakowani możemy już chłonąć magię Świąt!

Choinkę ubieramy w Wigilię ale trzeba mieć ją w co ubrać. Mamy podstawowy zestaw bombek i łańcuchów ale tradycyjnie co roku robimy własne ozdoby. Zwyczaj ten powrócił w moim domu z chwilą pojawienia się wnuków. Pamiętam jak dziś te spędzone z mamą wieczory na przygotowywaniu kolorowych łańcuchów i teraz kręci mi się łza w oku gdy widzę wesołą gromadę i sterty kolorowych papierów.

więcej»

Skomentuj

Życzenia i prezenty od Tublu.pl

Naszym prezentem dla Was jest Darmowa Dostawa i pewność dostarczenia prezentów na czas 😉

Skomentuj

Z poradnika podróżnika – pakujemy się na święta

Moje drogie mamy! Pakujemy się na święta 🙂 W tym roku niewiele mamy wolnych dni świątecznych więc i szybko trzeba będzie wracać. Ale naszemu Maluchowi to kompletnie nie robi różnicy, on i tak musi mieć wszystko to co w każdej chwili może okazać się potrzebne. Jednak sprytna mama poradzi sobie i z takim wyzwaniem! A oto nasza praktyczna lista niezbędnych rzeczy.

Walizeczka dla mamy Swirl firmy Koo-di – można ją zabierać na krótkie wypady jak i na dłuższe wyprawy, w tym drugim wypadku oczywiście oprócz podstawowej walizki. Można do niej spakować wszelkie niezbędne gadżety Malucha. Jak sama nazwa wskazuje jest to model o wiele większych od standardowych toreb do wózków i rzeczywiście dzięki swojej pojemności podbija z reguły serca Mam. Dodatkowo posiada matę do przewijania z poduszeczką pod głowę dziecka. Zewnętrzna kieszeń i dwie komory zamykane na zamek zawsze mieszczą wszystko czego będziecie potrzebowały podczas podróży z Dzieckiem. Super atutem walizeczki jest łatwość w utrzymaniu i odporny na plamy materiał co przy jej ślicznych jasnych kolorach jest bardzo ważne!

więcej»

Skomentuj

Z kroniki pierwszych razów – pierwsze kroki!

Z niecierpliwością młodzi rodzicie czekają na … pierwszy uśmiech, pierwsze dźwięki, pierwsze słowo. My teraz jesteśmy na etapie czekania na pierwsze kroki 🙂  A w zasadzie ten szczególny moment już nastąpił, oczywiście wtedy kiedy nikt się tego nie spodziewał. Stało się dosyć niedawno, staliśmy z mężem w kuchni a córka raczkowała pomiędzy naszymi nogami. Stanęła sobie przy jednej z szafek i jak gdyby nigdy nic, bardzo spokojnie, malutkimi kroczkami a było ich 4, przeszła do szafki obok! Radości nie było końca! Cieszyliśmy się bardzo, że wspólnie mogliśmy uczestniczyć w tak wyjątkowym momencie. Gabryśka zadowolona, nawet sama sobie biła brawo. I … to by było na tyle 😉

Nasz maluch spróbował jak to jest chodzić i chyba uznał, że póki co nie jest to zbyt atrakcyjna forma przemieszczania. Trzeba dobrze oceniać odległość, trzymać równowagę a i tempo jest zdecydowanie wolniejsze niż na czworaka. Przy meblach, z podparciem proszę bardzo ale sama jeszcze nie!
Pomyśleliśmy jednak, że to dobry moment na zakup tzw. pchacza. A najlepiej żeby łączył w sobie przynajmniej dwie funkcje, pchacz i jeździk, dzięki czemu posłuży zdecydowanie dłużej. Wybór padł na dosyć drogą wersję ale jakże prześliczną i służącą bardzo długo –
3 in 1 Walker Wagon Girls firmy Radio Flyer. Różu wprawdzie nie lubimy, ale sam jeździk tak nam się spodobał, że i róż przestał nam przeszkadzać, a córka zachwycona. Najbardziej podoba jej się możliwość swobodnego poruszania się. Pojazd „prowadzi się” lekko dzięki samo obracającym się kółkom. Oczywiście Gabrysia nie podróżuje sama, a z całą masą swoich zabawek, które bardzo skrupulatnie wrzuca do wózka 🙂  A teraz coś naprawdę ekstra – dzięki kilku ruchom można przekształcić pchacz w jeździk. Wesoła rączka do trzymania i wygodne siedzisko zachęca do jazdy! Codziennie obserwuję jak Gabka podjeżdża gdzieś swoją maszyną a następnie krótki dystans przechodzi sama. Śmiesznie to wszystko jeszcze wygląda, dosyć nieporadnie a na jej twarzy zawsze maluje się wielkie skupienie 🙂

Mamy też w domu drugą zabawkę, która zachęca mojego Smyka do chodzenia. To piłka i pchacz 2 w 1 Oball Roller. Do tej pory Gabrysia bawiła się tylko piłką, Oballe to zdecydowanie jej ulubione gadżety. Ale teraz ma nowe zajęcie – pcha piłkę dzięki dołączonej rączce. Zdecydowanie potrzebuje jeszcze pomocy osoby dorosłej ale sprawia jej to ogromną radość a jej piski wtórują grzechoczącej kuleczce. Już widzę jak kombinuje czym by tu popchnąć inne piłki Oball. Do biegania mamy jeszcze trochę czasu ale pierwsze koty za płoty.

Skomentuj

Czy jedzie z nami dziecko?

Już z tyłu głowy mam wyjazd na święta i pakowanie! Jeszcze niedawno zorganizowanie się trwało chwilkę – walizka lub dwie na dłuższą wyprawę, z szuflad za jednym zamachem wyjmowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Ale, ale! Odkąd pojawił się w naszym domu najmniejszy członek rodziny pakowanie i podróż to naprawdę logistyczne przedsięwzięcie 🙂 O samym pakowaniu pisała już Karolina a ja zorganizuje przyjazną przestrzeń w samochodzie – aby podróż była jak najbardziej komfortowa.

Nie spodziewałam się, że wyjazd z rezolutnym roczniakiem oraz młodszym Szkrabem trzeba tak precyzyjnie zaplanować 🙂 Ważny jest postój, drzemka, przekąska i mnóstwo atrakcji w samochodzie. Niektórzy rodzice preferują wyjazdy nocne, mają wówczas pewność, że Smyk prześpi smacznie całą drogę. U nas niestety się to nie sprawdza – Gabka śpi góra pół godziny a resztę czasu marudzi, płacze i próbuje znaleźć w foteliku wygodną pozycję do spania. Ogólnie wszyscy zaczynamy się niecierpliwić, nocka zarwana a i następny dzień też nie należy do najbardziej udanych. Dlatego też wolimy jechać może i dłużej (ze względu na postoje), ale jednak spokojnie w promieniach słonka.

Podstawowa sprawa to zawsze wybieramy taką porę dnia, w której nasza córka ma drzemkę. Jesteśmy wówczas jakąś godzinkę do przodu a ja mam czas na lekturę. Ostatnio to jeden z niewielu momentów kiedy mogę poczytać 😉 Kiedy Gabrysia się obudzi to zaczyna być bardzo wesoło a czasem nerwowo. Nasz samochód aż podskakuje od nadmiaru piosenek gdyż występy wokalne moje i mojego męża są w stanie na dłużej odwrócić uwagę córki od niemożności zmienienia pozycji, wypięcia się z pasów i ucieczki jak najdalej od fotelika. Koniec repertuaru oznacza, że mój Smyk oczekuje ode mnie wielu atrakcji – zabawki, książeczki, audio-booki. Zazwyczaj wszystko fruwało, gubiło się … Do czasy gdy zakupiłam organizer samochodowy. Strzał w 10! Wszystkie umilacze czasu na swoim miejscu a miejsca bardzo dużo. Wewnętrzne zakładki pozwalają samemu odpowiednio zorganizować przestrzeń na wszelkie drobiazgi. Dodatkowo główna komora może pełnić funkcję chłodziarki do przechowywania napojów. Do dyspozycji mamy dwie zewnętrzne kieszenie na napoje, dodatkowe schowki na drobiazgi oraz pasek umożliwiający łatwe przenoszenie organizera. Wszystko jest na wyciągniecie ręki mojej oraz córki (choć nie do wszystkiego jest się w stanie dostać), od razu widać co gdzie jest i nie trzeba w pośpiechu dokopywać się do ulubionej lalki.

Najważniejszy punkt programu stanowią oczywiście zabawki. Idealne rozwiązanie jest takie aby było to coś zupełnie nowego. Wtedy Gabka jest w stanie zainteresować się tym na dłużej. Oczywiście tak nie robię – nie kupuję córce na każdą podróż nowych zabawek! Ja mam inny pomysł – na kilka dni przed planowanym wyjazdem chowam kilka zabawek po to aby były bardziej atrakcyjne już w samochodzie. To zawsze się sprawdza, maluch jest zdecydowanie bardziej zainteresowany czymś czego nie widział jakiś czas. Trudno jest znaleźć odpowiednią zabawkę do auta – musi być w miarę mała, atrakcyjna i zajmująca. U nas rewelacyjnie sprawdzają się piłki Oball. Mamy ich kilka i zawsze z nami jadą. Są do ściskania, gniecenia, gryzienia i miętolenia.

W podróży zawsze towarzyszą nam książeczki. Moja córka bardzo lubi je oglądać i pokazywać na obrazki. Dlatego zabieramy ze sobą wariant miękki czyli książeczkę edukacyjną Snoozebaby. Jest lusterko, metki z cyferkami i obrazkami a wewnątrz kryją się wesołe zwierzątka – kotek, piesek, kaczuszka i zając – każde z niespodzianką.

Podczas naszych dłuższych podróży łapiemy się także na posiłek, zazwyczaj drugie śniadanko. Żeby było szybciej na postoju, w samochodzie mamy podgrzewacz do butelek – Warm and Go. Jego ogromną zaletą jest to iż można w nim przygotować zarówno butelki jak i słoiczki dzięki elastycznemu materiałowi, który rewelacyjnie dopasowuje się do różnych kształtów. Nad tym sprzętem czuwa Tato, zawsze włącza go w odpowiednim momencie a zabezpieczenie nie pozwalają na przegrzanie. W zimie taki gadżet sprawdzi się na pewno. Aha – tylko drogie Mamy pamiętajcie, że nigdy nie poimy dziecka podczas jazdy. Maluch może się zachłysnąć a to bardzo niebezpieczne! Dlatego zawsze należy się zatrzymać, dać dziecku pić i wtedy można śmiało jechać dalej.

I ostatni punkt programu – przekąski. Trzymam jej na czarną godzinę a zapakowane są w kolorowe pojemniki firmy Tum Tum. Czasem wystarczy dać dziecku sam pojemnik i już jest wesoło 🙂 Gadżety jak najbardziej ułatwiają i umilają podróż. Czasami zdarzają się małe płaczki ale wtedy stajemy na głowie aby wyjazd kojarzył się Gabryśce pozytywnie. Niedługo szykujemy się do dziadków, przed nami 250 km. Trzymajcie kciuki 🙂

Skomentuj

Tadek Niejadek i Zosia Samosia – czyli domowe kuchenne rewolucje

Podobno jestem szczęśliwą Mamą. Tzn. oczywiście, że jestem szczęśliwą a nawet przeszczęśliwą Mamą, ale tu rzecz się ma do jedzenia mojej córki. Apetyt Gabki rośnie wraz z nią i chwilami osiąga takie rozmiary, że nawet Tato jest zdziwiony 🙂 Także (uff) mam w domu prawdziwego łasucha!

Od urodzenia Gabrysia bardzo łatwo potrafiła przystosowywać się do nowych sytuacji. Butelka ok, łyżeczka ok, kubek niekapek ok. Dodam króciutko, że niestety nie karmiłam córki długo piersią, nad czym bardzo ubolewałam ale o tym w innym wpisie.
Pierwszy posiłek niemleczny a było to przetarte jabłuszko w ilości 3 łyżeczek, mój smyk zjadł w wieku ok. 4 miesięcy. Bardzo jej smakowało i świetnie poradziła sobie z łyżeczką.
Z tym nowym sposobem karmienia oswajałam córkę już wcześniej podając jej od czasu do czasu wodę łyżką. I tak to, Gabryśka rośnie, jadłospis się zmienia i w tej chwili jest już bardzo rozbudowany. Ominęły nas na szczęście wszelkie alergie pokarmowe i nawet bóle brzuszka. Postanowiłam, że nadszedł czas na naukę samodzielnego jedzenia.
Za dwa tygodnie Gabka kończy rok i to jest wydaje się najbardziej odpowiedni moment.
A już widzę, że łatwo nie będzie. 🙂

więcej»

Skomentuj

Klocki Wedgits w rękach małych odkrywców

W naszym sklepie pojawiła się zupełna nowość. Innowacyjne, rozwijające i mega kreatywne klocki Wedgits. Żebyśmy nie były gołosłowne postanowiłyśmy aby specjalne testerki sprawdziły jak, to co pisze o zabawce producent ma się do rzeczywistości. Wnioski … ! – ale to na koniec 🙂

Klockami bawiły się: Zoja (2 latka i 8 miesięcy) oraz Gabrysia (rok). Klocki posiadają dolną granicę wieku, która wynosi w zależności od zestawu 2 i 3 lata. Górnej nie ma ponieważ Wedgits ma również swoich zwolenników wśród dorosłych 😉 Ustalona przez producenta granica wiekowa wynika z tego iż do klocków dołączone są kartki z wzorami do budowania a Maluszki nie są jeszcze tak sprawne aby zbudować pokazaną figurę, zwierzę czy przedmiot. Jednak elementy są na tyle duże, że nie bałam się o moją roczną córeczkę.

więcej»

Skomentuj

W oczekiwaniu na pierwszą perełkę czyli ząbkowy zawrót głowy

Za nim przeczytacie nasz najnowszy wpis, pragniemy podzielić się z Wami ważną informacją 🙂 – do naszej ekipy dołączyła Ola  – mama rocznej Gabrysi, która będzie dzielić się z Wami i nami:) swoim doświadczeniem i świeżym spojrzeniem:) Witamy:)

A poniżej właśnie wpis Oli:)

Kiedy urodziłam córeczkę straszono mnie kolkami, nieprzespanymi nocami, płaczem w kąpieli. Dlaczego jednak nikt nie wspomniał o ząbkowaniu? 🙂 o bardzo bolesnym ząbkowaniu!

A było to tak – pewnego dnia nasza córka zaczęła się bardzo ślinić i wkładać do buzi całe piąstki. Liczne zebranie w składzie babcia, prababcia i kilka cioć jednogłośnie orzekły – „Idą jej ząbki”. Miała wtedy 5 miesięcy czyli zupełnie książkowo gdyż teoria głosi, że pomiędzy 6 a 9 miesiącem życia dziecka wyrasta 8 siekaczy. Pomyślałam – jest dobrze 🙂 Kolek nie było, od drugiego miesiąca przesypia całe noce a pierwszy raz tak na poważnie rozpłakała się jak miała 3 miesiące, podczas wizyty u lekarza. I to nas zgubiło i uśpiło naszą czujność! Niestety nasz córka postanowiło nadrobić wszystkie „stracone” miesiące i teraz pokazać jak to jest mieć w domu rozdrażnione Maleństwo. Zaczęło się (tak jak piszą wszystkie poradniki):  rozpulchnione dziąsła, stan podgorączkowy, niepokój, zaburzenia snu lub jego brak, ślinienie się i tak dalej. Byłyśmy dzielne – gryzaczki mroziły się w lodówce, tak jak wszelakie żele na bolesne ząbkowanie. Solidarnie z innymi Mami przeżywałam ten trudny czas. Tyle tylko, że w pewnym momencie zaczęły do nas dobiegać co rusz to i nowe dobre nowiny, że jest „jedyneczka”, druga, górna. A u nas jak nic nie było tak nadal nie ma! A żeby jeszcze bardziej dać mi do myślenia, niektóre z moich koleżanek oznajmiały, że wyrżnął się ząbek a nic na to nie wskazywało. Dziecko kompletnie nie dawało znać, że cokolwiek się dzieje. Pozazdrościć!

W naszym domu zapanowały okresy ząbkowania, które stawiały nas na równe nogi na tydzień lub dwa – nieprzespane noce, ogólne marudzenie, brak apetytu. Następnie chwila spokoju i znowu. Córeczka gryzła wszystko co nie było gryzakiem. Miśki, książeczki i świeżo obrane marchewki 🙂 Jej faworytami w walce ze swędzącymi dziąsłami okazały się dwa gadżety –  piłka Oball oraz żyrafka Sophie, z którą się praktycznie nie rozstawała.

Mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że piłka Oball jest zabawką niezniszczalną.
Nie dość, że mój rozdrażniony maluch miętolił, wyginał, ugniatał ją z całych sił to okazała się idealna do gryzienia. Jak już nic nie pomagało odwracałam jej uwagę od ząbków turlałam, podrzucałam jej piłkę. A gdy tylko Gabrysia ją złapała od razu lądowała w buzi i przynosiła widoczne ukojenie.

więcej»

Skomentuj
projekt i realizacja: tworzenie stron www: www.amill.pl